TwojaPociecha.pl - Twój wirtualny asystent Przedszkola więcej dowiesz się TUTAJ

Lili i Maks jadą na kulig

Tego dnia dzieci spędziły wiele czasu na dworze budując iglo, bałwana czy jeżdżąc na sankach. Śnieg równo nakrył wszystkie podwórka w okolicy. Płatki śniegu spadały z nieba, a każdy kolejny był inny niż poprzedni. Śnieg zakrył też plac przed domem Maksa i Lili, gdzie rozegrała się prawdziwa bitwa na śnieżki z Filipem.

- A masz! Zaraz tego pożałujesz – krzyknął Maks z radością.

- Nigdy we mnie nie trafisz – śmiał się Filip.

- Dołożymy mu – dodała Lili, raz za razem usiłując ulepić jak najlepszą kulkę.

Duże, zbite w popłochu śnieżki fruwały w stronę Maksa i Lili, inne z kolei zbaczały z kursu lub leciały wprost w Filipa. Jedna ze śnieżek wyleciała daleko za plac i skupiła wzrok całej trójki. Ledwo nie uderzyła w czerwony samochód, który nadjechał I zaparkował blisko dzieci.

- To tata, to mama, już są! Wrzasnęli chórem Maks i Lili.

- Są z nimi też dziadkowie – pisnęła Lili.

Dwójka szkrabów natychmiast podbiegła do auta by przywitać rodzinę. Filip szedł za nimi, smutny po wojnie na śnieżki. Po otworzeniu drzwi auta, Maks i Lili natychmiast uściskali babcię, dziadka, mamę i tatę.

- Plac to nie najlepsze miejsce na zabawę, tutaj jeżdżą auta - westchnął stanowczo ojciec.

- Tato ma rację - przejęła się babcia - poza tym wracajcie do domu, bo wasze kombinezony całkiem przemokły!

- Musimy korzystać z uroków zimy, śnieg może prędko stopnieć - rzekł Maks.

- Poza tym ferie niedługo się skończą… Zabrzmiał głos Filipa.

- A my tak bardzo chcielibyśmy jutro urządzić kulig - powiedziała Lili.

- Porozmawiamy o tym w domu - dodała mama i zaprosiła wszystkich do środka, by dorośli mogli odpocząć po podróży, a dzieci ogrzać się po zabawie.

Cała trójka powędrowała z rodzicami i dziadkami na ciepłą herbatę. W towarzystwie wszystkich zebranych dzieci zaczęły tłumaczyć:

- Jutro kuzyn Filipa chce nas wziąć na kulig, zaczepimy sanki do auta i stworzymy długi ogon, szybki jak błyskawica. Musicie się tylko zgodzić - powiedzial pierwszy Maks.

- Bardzo chcemy spróbować - dodała Lili.

- To wykluczone! - Tato odezwał się ze srogą miną i przejęciem.

- Doczepianie sanek do samochodu to skrajna nieodpowiedzialność, zagraża pasażerom oraz innym kierowcom na drodzę - wtrąciła się mama - poza tym to niezgodne z prawem.

- Już nie raz tak robiliśmy... Powiedział zdziwiony Filip.

- Całe szczęście, że nikomu się nic nie stało - dokończyła babcia - kulig to świetna zabawa, ale musi być bezpieczny i zrobiony z głową.

Więc może taki zorganizujemy - odezwał się dziadek - znam kogoś kto mógłby nam pomóc, ale to niespodzianka.

Niedługo po tym mama przyszła po Filipa. W domu Maksa i Lili było radośnie, wszyscy opowiadali sobie historie, a wieczorem grali w karty. Wyczerpane całym dniem dzieci poszły smacznie spać. Przed snem zastanawiały się jaką niespodziankę szykuje dziadek.

Nazajutrz wszyscy wstali w dobrych humorach i usiedli przy stole do śniadania.

-Maks i Lili muszą się dziś ciepło ubrać - zaczął dziadek - mój znajomy jest gospodarzem we wsi pod miastem, gdy się do niego odezwałem stwierdził, że chętnie zabierze nasze szkraby na kulig.

- Hura! Dzieci się ucieszyły.

- Czy to bezpieczne? Dopytała mama.

- Tak - rzekł dziadek - bryczka będzie oznakowana. Trasa biegnie głównie przez łąki, więc nie będzie tam aut. Dodatkowo konie są posłuszne, a do sanek dołączone są dzwoneczki.

- W takim razie my, również pojedziemy z dziećmi - dodał z przekonaniem tato.

Nie minęły dwie godziny nim rodzice i dzieci pojechały na kulig. W towarzystwie gospodarza każdy, włącznie z Filipem i mamą, wsiadł do sań by pognać w trasę. To był pierwszy kulig dla Maksa i Lili, minął radośnie i szybko. Sanki ciągnięte przez konia przemierzały leśne drogi, ciągle przyspieszając. Śnieg skrzypiał pod płozami, a dzwoneczki nadawały wyprawie wesoły rytm. Dzieci śpiewały na sankach piosenki aż dojechały do wsi. Sanie stanęły.

- To było świetne, musimy to powtórzyć - powiedział Filip spoglądając na mamę.

- Jeśli obiecasz, że już nigdy nie pojedziesz na kulig ze swoim kuzynem. Sanie ciągnięte za autem to poważne zagrożenie - upomniała mama.

- Obiecuję! - rzekł Filip

Po tej rozmowie wszyscy wrócili do domu zadowoleni, szczęśliwi. Cali i zdrowi.