TwojaPociecha.pl - Twój wirtualny asystent Przedszkola więcej dowiesz się TUTAJ

Lili i Maks witają Wielkanoc

Słońce obudziło szkraby, które z radością przywitały nowy dzień. Dziadkowie czekali już w kuchni na śniadanie, po którym Maks i Lili mieli pójść do szkoły. Wszyscy zasiedli w jadalni przy stole szykując się do ważnej uroczystości.

- Dziś zjemy kanapki bez mięsa, nie wolno jeść także słodyczy – zaczęła Mama.
- Mamy Wielki Piątek, okres Wielkiego Postu – dodała babcia.
- Wiemy – odpowiedziała Lili – Pani katechetka już nam to wytłumaczyła. To także okres myślenia o swoim życiu i okres zadumy. Nie powinno się wtedy jeść tłustego jedzenia i bawić.
- Dokładnie Lili – wtrącił tato – spędźcie ten czas spokojnie.

Dzieci grzecznie poszły do szkoły, a gdy wróciły zjadły obiad i odrobiły lekcje. Wieczorem wyszły razem z dziadkami i rodzicami do Kościoła, by jeszcze lepiej przygotować się do świąt Wielkanocy. Tego dnia usnęły szybko, bez zabaw i wygłupów. 
Chodź Wielki Post wciąż trwał, sobotni dzień zaczął się wesoło. Od rana mama i tato przygotowywali w kuchni pokarmy do święcenia. W wiklinowym koszyczku ukryli wszystko, narzucając na wierzch ozdobną serwetkę.

- Tato, co jest w środku? - Spytał Maks.
- Do koszyczka dajemy siedem produktów, bo siedem to liczba magiczna. Wszystko co jest w środku ma swój symbol – odpowiedział tato.
- Co to znaczy symbol? - Dodał Maks z zaciekawieniem.
- To znaczy, że jedzenie ma swoje drugie znaczenie. Chleb oznacza siłę serca, jajko oznacza życie, chrzan to symbol siły, szynka oznacza zdrowie, kiełbasa – dobrobyt, a ser – dobre życie zwierząt. Ciasta to dodatek do reszty pokarmów.
- Świetnie tatusiu. Koszyczek wygląda pięknie - Maks, aż podskoczył z radości.
- Zostały nam tylko jajka do pomalowania! - Powiedział tato.

Maks i Lili z radościa zabrali się za malowanie jajek. Każda pisanka była ładniejsza od drugiej. Skorupki malowali pisakami, a mama w kuchni barwiła jajka w garnku. Obie metody dały niezwykle ładne pisanki, które trafiły wprost do koszyczka.


- Teraz możemy wyruszać. - Dodał dziadek.

Wszyscy zebrali się do Kościoła, by poświęcić pokarm w koszyczku i odmówić modlitwę. Po powrocie do domu dzieci, rodzice i dziadkowie zebrali się by spędzić czas razem. Dziadek opowiadał historę siedząc na bujanym fotelu. Tak minęła sobota.


Niedzielny poranek rozpoczął się inaczej niż inne dni. Dom Maksa i Lili wyglądał pięknie. Biały obrus nakrył stół, święconka była w koszyczku na stole, tak samo jak cukrowy baranek i królik obok eleganckich talerzy. Każdy w domu był odświętnie ubrany. Post się zakończył i można było już jeść wszystko.

Cała rodzina razem usiadła do stołu, zaczynając od śniadanie od święconki. Dzieci zajęły się bitwą na rozbijanie swoich pisanek :
- A masz! Wygrałam. - powiedziała Lili.
- To nie uczciwe... - dodał smutny Maks.
- To tylko zabawa, uspokójcie się – dodał dziadek – najważniejsza jest tradycja, którą przekazałem waszemu tacie, a on przekaże ją kiedyś wam, by wasze dzieci świętowały w taki sam sposób.

Dzieci uśmiechnęły się do dziadka i jadły dalej wielkanocne śniadanie. Po południu szukały wielkanocnego zajączka, który miał im przynieść prezenty. Okazało się, że znalazły dużo słodyczy w całym domu. Wieczorem grzecznie i z uśmiechem położyły się spać. To była udana niedziela.

Poniedziałkowy dzień zaczął się od oblewania wodą. Pierwszy w domu wstał Maks i obudził wszystkich swoim małym pistoletem na wodę.
- Śmigus - dyngus! – krzyczał wesoło dzieci, podskakując przy tym wysoko.

Po śniadaniu wszyscy siedzieli w kuchni, aż nagle rozległo się szczekanie Tobisia stojącego przy oknie. Za parę chwil wszyscy podeszli zobaczyć co się stało. Za oknem babcia wygrażała Filipowi ręką, a koło niej było widać zdenerwowaną mamę Filipa z synem. Po chwili babcia, Filip z mama weszli do domu.
- Filipie! - zaczęła babcia – o mały włos trafiłbyś mnie wiadrem z wodą, tak nie można! Wiesz co mogłoby mi się stać gdybyś trafił?
- Śmigus dyngus to nie powód do takich wybryków – dodał dziadek – duża ilość zimnej wody może o tej porze roku spowodować chorobę. Pomyśl o tym młody człowieku i więcej tak nie rób.
- Przepraszam – dodał Filip ze spuszczoną głową, patrząc w ziemie.

Babcia na szczęście uniknęła ochlapania wodą w Śmigus - dyngus. Filip obiecał poprawę i to, że już nigdy nie będzie próbował oblewać ludzi wodą z wiadra, a zwłaszcza ludzi starszych. Mama Filipa napiła się herbaty i na chwilę się rozgościła, próbując wziąć na siebie winę za próbę oblania babci.

Lany poniedziałek był pouczający, ale mimo tego był wesoły i dał wiele radości, szczególnie dzieciom. Maks i Lili spędzili te święta bezpiecznie i miło. Już teraz czekają na Wielkanoc w przyszłym roku.